02.06.2007 :: 14:22|Link|Komentuj (3)



Kiedy w Krakowie było słońce, zabrałam je w kawałkach do domu.

Marc Streitenfeld - Max-A-Million


03.06.2007 :: 18:55|Link|Komentuj (9)



W pierwszych dniach czerwca, miasto Kraków obchodzi 750lecie lokacji. Coffee Republic obchodzi dziś swoje drugie urodziny - bardzo młoda jest, a świeżości jej nie brak. Zgaduję.


05.06.2007 :: 21:17|Link|Komentuj (8)



..jak kocha się w krakowie..
/Mimo wszystko kocham ten mój Kraków i stąd złość, kiedy brzydkie rzeczy w planach.


07.06.2007 :: 21:52|Link|Komentuj (4)



Na zdjęciach z ostatniej imprezy ktoś nas pominął (nie ominęło jednak wachlowanie przez uroczo nieznanego młodzieńca, za co kiedyś, możliwe że podziękujemy). W ramach dostawy boskiego oblicza na Wasze monitory - piękne, młode, zdolne, choć nieco już po nadużyciu.. słońca. Urody się proszę nie czepiać, my mamy w sobie to COŚ!
/wybierz mnie! :]

Nitin Sawhney - Flipside


08.06.2007 :: 19:08|Link|Komentuj (4)



Alicja w krainie czarów wypatruje białego królika.


10.06.2007 :: 21:26|Link|Komentuj (5)



chcę oglądać twoje nogi..
London lady jakoś specjalnie nie martwi się, że krzywe nogi ma - grunt, że ma dwie i są sprawne, a w lecie może wystawiać je do słońca spod sukienki.


12.06.2007 :: 20:29|Link|Komentuj (6)



Za zamkniętymi drzwiami, czyli są takie podwórza, gdzie nikt nie zagląda i świat zewnętrzny też zdaje się nie docierać. Boisz się ich, albo podziwiasz.

wersja poranna & wersja popołudniowa

ITOA - just a state


17.06.2007 :: 19:08|Link|Komentuj (8)



Dawno, dawno temu.. london lady widziała Stare Miasto za dnia. Wtedy jeszcze wyglądało właśnie tak, ale jak prezentuje się dziś - tego nie wie. Czas, by to sprawdzić, może i jest, jednakże są inne powody, dla których w republice kawy uruchomiono procedurę PAUSE.

Depeche Mode - Only When I Lose Myself


24.06.2007 :: 20:45|Link|Komentuj (8)





Z braku psa, london lady w niedzielne popołudnie, wyprowadziła na spacer siebie. Początki były kiepskie, bo po 3h snu miała wyłącznie pragnienie kawy i czegoś jeszcze. Kawa została zaaplikowana, coś jeszcze jawiło się jako niespełnienie w każdej przyszłości, więc ten spacer wydał się nader pociągającym zajęciem. Nad Wisłą rozpoczęto próby rozmyślania nad „O czym ludzie myślą, kiedy spędzają czas samotnie na bulwarach?”. Kwestia pozostała otwarta do dyskusji, bo zbyt mocno grzało a za mało wiało, by w pojedynkę wymyślić coś genialnego. Ale właśnie na tych bulwarach london lady została obdarowana takim (TAKIM!) uśmiechem od starszej&kolorowej kobiety, że sama postanowiła pałać miłością do wszystkich napotkanych osób, bez względu na wiek i płeć. Tym oto sposobem pokochała turystów, panie w bikini, podchmielonych panów, studentów transportujących pralkę marki Frania, a nawet kundelki. Miłość jej jednak wyczerpała się przy przejściu kolejowym na Zabłociu, bo tego miejsca zwyczajnie się boi. Niepokoju nie osłodziła wystawa u Schindlera, bo organizatorzy bardzo w tyle są z instalacją tej wystawy, co ją oficjalnie otwarto 24h wcześniej. Próba powrotu do równowagi w drodze powrotnej nie przyniosła pożądanych skutków, a myśl, że od jutra następny tydzień w Mocarstwie, doprowadziła do zaaplikowania kolejnej dawki kofeiny, tak więc marne są szanse na wyspanie się bóstwa i zbudzenie o 5:30, chyba że jakaś dobra dusza – choć takich już na świecie za wyjątkiem london lady nie ma (zonk) – podejmie się tego nader ważnego zadania. Korzystając z resztek weekendu, london lady podziwia, będąc w nieharmonii ze sobą, zielone kropeczki na paznokciach, które przywołują jeszcze świeże wspomnienia, niedostępne dla ogółu, ale mrożące krew w żyłach, podnoszące adrenalinę i przypływ całej palety uczuć. Coś jej się też zdaje, że czeka ją zemsta ze strony tasmana, ale w sumie pozwala i woli zemstę tasmana, niż gdyby miał się mścić ktoś inny. Więcej grzechów nie pamiętam i od jutra będę grzeczna, proszę Państwa.


28.06.2007 :: 20:39|Link|Komentuj (9)



Bartek, co saperem chciał być [..I był.]
/W Krakowie dziś bardzo zmienna pogoda. Z powodu deszczu co zmoczył london lady, jak i słońca, co ją później rozgrzewało, bóstwo poszło na kawę z Bartkiem, by Mu ładnie urlop w PL rozpocząć. Czy jej się to udało? ..no, ba. A ładniejsze zdjęcie Bartka zostało w Jego aparacie, ale zabrał do domu, co ma go w lesie (zazdrość!:)


2005: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 2006: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12

2007: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 2008: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12

2009: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 2010: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12

2011: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 2012: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12

2013: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 2014: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12

2015: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 2016: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12

2017: 01 02 03 04 05 06

mail me . links



[copyright © 2005-2016 Klaudia Taraska, all rights reserved]